Posted on Wrzesień 15, 2009 - by admin
O AdTaily raz jeszcze.
Bo obserwuję i widzę, że blogerzy chętnie wstawią sobie widget dla sponsorów, ale żeby zachęcić sponsora do wykupienia go to już nic nie zrobią.
A mi wystarczyłaby głupia informacja o statystykach bloga, albo przynajmniej jakiś kontakt w tej sprawie żeby był. A odkąd pojawiło się AdTaily to wszystkim wydaje się, że co? Że skoro jest sobie takie miejsce to już tłumy przylecą i wykupią miejsce reklamowe? Bo o ile w przypadku bardziej popularnych blogów widać po ilości komentarzy, czy chociażby liczniku osób czytających RSS, to te mniejsze ziomki zupełnie chowają głowę w piasek i wszelkie dane ukrywają.
Nie jest fajnie z takim zachowaniem. Szukałem jako reklamodawca kolejnych blogów do przetestowania. Ale że budżetu nie mam dużego to mnie potkało jak pochodziłem po blogach w branży finansowej, internetowej, reklamowej – bo ta mnie akurat interesowała.
I co zauważyłem? Że jak kto pisze regularnie to choćby nie wiem ile miał odwiedzin nie zejdzie poniżej progu 5zl za DZIEŃ! rzecz jasna wyświetlania reklamy. Bo jednym 100 osób dziennie wejdzie, innym 30, czy 40 a i tak wszyscy dadzą minimum5/dzień bo przecież nie będzie taki jeden z drugim internetową prostytutką, nie? Żałosne.
A większość ziomów, którzy mają poniżej tego magicznego progu 5zł/dzień zwyczajnie nie ma czym się pochwalić. Treści co zero uwagi nie przyciągną. Grafika jak na moim blogu – czyli jak psu z gardła i zero ciekawych informacji. ZERO. Ani dla czytelnika, ani dla reklamodawcy, czasem to nawet podejrzewam, że sami autorzy takich blogów nie widzą nic fajnego w swojej twórczości.
Ja to bym chciał mieć więcej informacji od takiego blogera. Niech se statystyki założy, niech pokaże licznik wejść dziennie, odsłon, itd. Niech weźmie napisze jakiego posta o grupie docelowej, którą skupia u siebie, niech weźmie to przyklei gdzieś w menu żebym wiedział. I niech taki bloger – jak chce mieć reklamodawców – zrobi specjalną podstronę dla takich „INWESTORÓW” i przynajmniej kontakt poda no…
I to chyba wszystko co by mnie mogło uszczęśliwić ,-)
Zobacz podobne:
15 Comments
We'd love to hear yours!
Leave a Reply
Here's your chance to speak.




Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Pyciak said:
No to u mnie masz i AdTaily i krótki opis odwiedzin.
Kupuj śmiało! :)
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Makjzuer said:
Jak rany blogi zostały wtłoczone w ramy statystyk… Z jednej strony to dobrze, z drugiej najgorsza rzecz jaka IMO mogła je spotkać?
Dlaczego? Chociażby z powodu wartości marki blogera, jego czytelników i poziomu treści. Jeśli mam do wyboru blog tematyczny z małą ilością czytelników i bloga i mydle i powidle z x odsłonami/UU etc, dla mnie liczy się ten pierwszy.
Więc zanim zaczniecie bić się o poziom cen do ilości wyświetleń reklamy może wrócimy do tematu czym ma być reklama na blogu? Z jednej strony to dobrze, że jest adtaily, z drugiej to najgorsze co mogło spotkać blogerów.
Po prostu przestali się liczyć jako autorzy/publicyści osoby wokół których tworzy się mikrospołeczność, a zostali sprowadzeni do roli już nawet nie twórców, a robotników na taśmie kontentu który generuje odsłony.. IMO nie tędy droga…
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Pyciak said:
Zauważ jednak, że jeszcze można to połączyć.
Mam odwiedziny na poziomie 50 UU dziennie (niewiele wiem:)) a jednocześnie mój jeden artykuł jest komentowany 10-20 razy. To chyba dobrze, nie?
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Makjzuer said:
To zależy czy mnie jako marketerowi zależy na wywołaniu akcji w tym przypadku będzie to komentarz, czy liczę po ilości wyświetleń/UU i koszcie dotarcia. W tym drugim przypadku nawet nie wezmę pod uwagę Twojego bloga, co może być błędem właśnie ze względu na ilość komentarzy. Ale w takim przypadku należy wyjść poza liczby i potrzeć przez pryzmat zaangażowania czytelników bloga.
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
admin said:
Niestety w moich oczach blogi są wywyższane i przeceniane przez swoich autorów. A to niestety sprawia, że reklama na nich nigdy nie będzie opłacalna dla reklamodawcy. Bo co mi za różnica czy bloger ma markę/autorytet czy nie? Chciałbym mówić konkretnie o blogach tematycznych. Bo o takich był wpis. Zupełnie odetnijmy się od blogerów piszących bez sensu.
Makjzuer, zapytałeś: „czym ma być reklama na blogu?”
- moja odpowiedź jest prosta. Reklama ma być reklamą ;) Nie widzę potrzeby przypisywania jej jakiejś większej ideologii.
„Z jednej strony to dobrze, że jest adtaily, z drugiej to najgorsze co mogło spotkać blogerów.”
- ja nie widzę tutaj problemu. Dzisiaj mamy trend AdTaily, ale nie będzie trwał wiecznie więc na takie stwierdzenie trzeba jeszcze poczekać.
„Po prostu przestali się liczyć jako autorzy/publicyści osoby wokół których tworzy się mikrospołeczność”
- ta mikrospołeczność jest naprawdę mikro. Nie ma wielu wielkich. W Polsce trend na poważne blogi jeszcze nie istnieje. Może niedługo? Na razie mikrospołeczności są nieopłacalne jeżeli reklamodawca nie ma o nich wystarczających informacji. Obecnie jest bardzo duża migracja między tymi mikrospłecznościami, dlatego reklamodawcom trzeba tych informacji…
IMO, reklama ma sprzedawać. Taki jest jej cel. A prowadzenie kampanii reklamowych na podstawie „wydaje mi się, że bloger ma duży autorytet” jest bardzo, ale to bardzo ryzykowne. Bo póki co w internecie liczy się ruch. Bo jak jest ruch to jest i marka, jest społeczność, jest i życie, działanie które może coś sprzedać.
Ja to tak widzę :)
PS
witaj na blogu i serdeczne dzięki za komentarz! :)
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Krzysztof Lis said:
@Makjuzer: tak naprawdę, to nie chodzi o statystyki odwiedzalności bloga. Chodzi o zwrot z inwestycji. Co mi po blogu tematycznym z małą liczbą czytelników, jeśli wstawiona tam reklama nie zarobi mi pieniędzy?
Reklama na blogu, jak i reklama w innych miejscach, ma zarobić mi pieniądze. Kropka. Reklamodawcy trudno ocenić niemierzalne efekty kampanii reklamowej, np. wzrost świadomości marki, więc oceniają to, co potrafią — konwersje.
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
admin said:
Pyciak, napisałeś że: „Mam odwiedziny na poziomie 50 UU dziennie (niewiele wiem:)) a jednocześnie mój jeden artykuł jest komentowany 10-20 razy.”
To bardzo dobrze. Świadczy to o Twoim wpływie na czytelników. Dzięki temu poznaję na starcie, że 1/5 – 1/4 Twoich czytelników to osoby zainteresowane Twoimi treściami, do których naprawdę może dotrzeć reklama. Pod warunkiem, że wejdziesz w interakcję, o której pisałem w jednym z poprzednich wpisów na temat AdTaily (http://www.gniotek.com/adtaily-oczami-gniotka/)
i w komentarzu u Liska (http://zarabianie-na-blogu.pl/adtaily-dwie-strony-cenowego-sporu/).
Reklamodawca wie czego może spodziewać się po reklamie u Ciebie na blogu. I o to właśnie chodzi.
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Makjzuer said:
Nie ma sprawy:) Mogę Ci podać przykład akcji jaką zrobiłem właśnie ze względu na wartość jaką było zaangażowanie, nie ilość wyświetleń. Co prawda sam produkt był atrakcyjny sam w sobie, ale…
Pomysł był banalnie prosty robimy konkurs w którym do wygrania będą gry. Sam konkurs jest pomysłem blogera. Efekt? Kilkadziesiąt komentarzy pod wpisem o konkursie na jednym z blogów o znanej marce;) Film wideo jednego z dwóch zwycięzców, wpisy na innych blogach.
Czy miało to sens? Miało, gdyby w tym czasie działało adtaily dałbym dodatkowo kampanię wspierającą tych blogerów na których były konkursy.
Tylko czy należy takie akcje rozpatrywać tylko w aspekcie kosztów, ale ilość nawiązań w blogach też przekłada się na wartość.
BTW kampanie społeczne często opierają się na autorytecie osób promujących dane zachowanie. Otylia reklamująca akcję picia mleka, więc nie marka też jest istotna:)
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Pyciak said:
Czytałem obie notki/komentarze.
Najgorzej chyba znaleźć pierwszego reklamodawcę- potem już troszkę z górki.
Zrobiłem krok do przodu- wyszedłem przed reklamodawcę i pokazałem mu statystyki. Teraz niech się dzieje wola nieba.
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
Makjzuer said:
Krzysiek ale patrzysz na to z perspektywy zwrotu na dziś, czy bardziej jako część działań rozciągniętych w czasie? Poza tym IMO blogi jako takie nie generują sprzedaży jako takiej. Służą edukacji i dotarciu z informacją do tej grupy która jest wartościowa. Która nie tylko przeczyta opis produktu/usługi ale napisze co jest dobre, co jest złe. Chociażby z tego prostego powodu, że konsument IMO powinien bardziej ufał opnii z bloga wąskotematycznego niż z tradycyjnego serwisu www.
Visit My Website
Wrzesień 15, 2009
Permalink
admin said:
Makjzuer, piszesz już o głębszych rodzajach promocji. Ja chciałem skupić się konkretnie na AdTaily. Bo to dla tego małego obrazka 125×125 właśnie potrzebuję informacji o statystykach – przynajmniej ogólnych.
Bo sam jestem za prowadzeniem podobnych kampanii do tej, którą opisujesz. Tylko, że w przypadku takich kampanii masz większe pole manewru. Znasz jakość produktu, z pewnością wiedziałeś do jakiej ilości odbiorców konkurs może dotrzeć, a razem z nim informacja o Twoim produkcie. Dzięki tym informacjom przeprowadziłeś kampanię – jak podejrzewam typowo wizerunkową.
Napisałeś: „Służą edukacji i dotarciu z informacją do tej grupy która jest wartościowa.”
Tak, tylko reklamodawca musi wiedzieć jak liczna jest grupa, ile osób przeczyta tą informację, itd. przynajmniej w przybliżeniu, aby móc oszacować koszt kampanii. Robienie jej w ciemno jest zwykłą szarżą marketingową.