Filmy minionego tygodnia

W piątek i w sobotę obejrzałem… pięć filmów.

O ile świat obejdzie się bez kolejnej rozpaczy nad filmem „Slumdog. Milioner z Ulicy” to parę słów o filmie „Kto nigdy nie żył…” chciałem. Prawdopodobnie nikt z was go nie oglądał, dlatego wszystkie dane, reżyser itd znajdziecie na filmwebie. Tak, to polski film i też macie rację, że nie warto go oglądać bo opowiada historię księdza. Ale uważam, że Andrzej Seweryn zrobił dobrą robotę. Każdy kto ma jakieś problemy ze sobą powinien go zobaczyć. Nie znam was i nie wiem, czy macie równo pod sufitem czy nie dlatego na wszelki wypadek kupcie i obejrzyjcie.

W tym filmie trzeba się skupić na problematyce, to nie jest film, który sobie obejrzysz i poprawisz samopoczucie. Da do myślenia, ale nie zmotywuje. Pokaże problem, ale nie wskaże rozwiązania. Jest tam trochę nawróconych ćpunów, sławny i bogaty muzyk i są sytuacje, które ciągle ktoś przeżywa. Nic ciekawego, gdyby nie… Bóg. ONI myślą, że to wszystko Bóg robi i czynnie działa karząc dobrych  i złych – bez wyjątku, a bogatych i nie do końca fajnych zostawia w spokoju.

Dobra.

Obejrzałem jeszcze film, którego tytułu nie pamiętam i nie mam możliwości fizycznej sprawdzenia tego jak brzmiał (w kinie dawali po kolei a ja sikałem, gdy pokazywali tytuł.). Tak czy inaczej sprzeczny był z tym „Kto nigdy nie żył…” bo jego głównym bohaterem był bogaty i sławny redaktor jakiejś francuskiej gazety (bo we Francji to takie specyficzne er mówią no nie?). Sparaliżowało mu całe ciało i życie poszło się topić. O może to coś ze Skafandrem było, bo taki jakiś wątek się mieszał. Nie mniej jednak we filmie tym facet się nie poddał, żył, napisał książkę i umarł. Do dzisiaj nie wiem jak mam zinterpretować tą historię. Czy że pecha może mieć każdy? Czy że jak się nie może to trzeba książkę napisać? Czy jak? Nie wiem… Tego filmu nie oglądajcie, bo jeszcze odechce wam się mieć kupę forsy.

I obejrzałem jeszcze obydwie części sagi Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa oraz Książę Kaspian. Tak, tak wcześniej czytałem książkę pierwszą, drugiej nie. Dlatego o Narnii napiszę długi tekst, gdy dokończę czytać całą sagę. Filmom poświęcę mniej miejsca, ale nie zapomnę o nich, co to to nie – najwyżej obejrzę jeszcze raz.

I by było na tyle z kultury w ciągu ostatnich dwóch dni. Tak naprawdę trochę te filmy uczą ;)
I wszystko. Okładki, plakaty itd opublikuję ale jeszcze nie wiem kiedy.