Miesiąc poza światem

  • by

Jest mi wstyd. Tak długi okres czasu jest wręcz niedopuszczalny. Nie wolno tak długo się nie odzywać, nie wolno tak długo olewać własnego bloga, a tym bardziej swoich czytelników. Przepraszam! Ale czy obiecam poprawę?
(zarezerwuj sobie 30 minut na ten wpis:)

Przez ostatni miesiąc teoretycznie działo się dużo. Opowiadać jest co, tylko nie do końca jestem przekonany, czy warto pisać o swoich porażkach i psuciu swoich planów dosłownie na życzenie. Bo czy macie czasem tak, że już niektórych rzeczy macie tak dosyć, że zwyczajnie rzucacie wszystko, idziecie do swojej „samotni” i macie daleko w czarnej dziurze ten cały „świat”? – Ano właśnie. Ja mam :)

I tak przez ostatni miesiąc to żyłem sobie w czarnej dziurze, wyskakując od czasu do czasu żeby skończyć zlecenia, które już dawno powinny być skończone i zlecić kolejne prace pracownikom, aby klienci nie mieli powodów do zbytniego kontaktu ze mną. Toż to przecież jest niezwykle wredne i egoistyczne zachowanie, prawda?

Na szczęście coś nade mną czuwa, albo mam takie głupie szczęście, a może ta moja podświadomość nie pozwala mi tak totalnie wszystkiego rzucić… a może to po prostu zasługa tego, że do pracy i zarabiania pieniędzy wystarczy mi komputer, internet i telefon komórkowy? Tak czy owak, udało się po tym miesiącu „czarnej dziury”, „miesiącu cast away” powrócić do żywych bez większych blizn i zadrapań.

Fakt, mam do nadrobienia parę zleceń, klienci już czekają – jednak tym wszystkim zajmuję się osobiście. Dzisiaj poniedziałek, druga w nocy jak piszę ten tekst. Do końca dnia ponad 20 godzin więc mam nadzieję ze wszystkim się uwinąć. Z tego miejsca jednak przepraszam wszystkich klientów czytających mojego bloga, którzy ucierpieli na moim braku samodyscypliny. O dziwo – przestrzegam przed samym sobą. Ze mną zdarzają się problemy, jednak mam nadzieję, że jakość mojej pracy jest w stanie je wynagrodzić :)

I jak to się stało, że… w sumie na temat pracy to napisałem już wszystko?

Sprawy kulturalne – czeka na mnie chyba ze 4 recenzje filmów, które obejrzałem przez ostatni miesiąc, a dodatkowo jeszcze jedna recenzja książki. Sporo do nadrobienia na gniotku jest. Ale spoko – wyrobimy się :)
Oprócz recenzji książki czeka mnie opisanie moich przygód, które działy się w… grze Gothic – w końcu muszę wyrzucić z siebie te wszystkie rzeczy, które wcale nie są ciekawe. A może i okażą się fajne? Zobaczymy. A bo wiecie, dużo grałem. W takim stanie „miesiąc cast away” to dużo się gra, naprawdę dużo.

Wracając do tematyki bardziej ciekawej. Ze względu na miesiąc obijania, nie miałem funduszy, aby wybrać się na WordCapm. Cholernie tego żałuję – normalnie nigdy bym się nie przyznał do tego, że zabrakło mi kasy i nie pojechałem, ale teraz jednak muszę koniecznie. Tak – zarządzanie kapitałem osobistym nie jest jeszcze moją mocną stronę, a fe! Jakby ktoś potrafił to naprawić, chętnie zlecę jakiś remont nawyków i zachowań w tej kwestii :)

W środę jest RadomIT – nadal wielką niewiadomą jest jednak to, czy pojawię się w Radomiu, czy będę musiał odpuścić. Postaram się jednak być! Trzymajcie kciuki.

W styczniu zaprezentuję wam moje dwie strony internetowe, które… a zresztą, zobaczycie sami! Mam nadzieję, że wam się spodobają i będziecie na nie zaglądać zupełnie z nieprzymuszonej i wolnej woli. A jeżeli już o woli mowa, chętnie dyskutujecie na tematy religijne, dotyczące wiary i kościoła? – To pytanie za 100 punktów, które będą liczone w GWIAZDKOWYM konkursie gniotkowym.

A bo tak, wreszcie nadszedł czas na konkurs. I mam parę książek do rozdania, trochę innych rzeczy też. Co powiecie na konkurs fotograficzny? A może jakieś zagadki kryminalne? Albo coś związanego z nudnym tematem SEO? Albo… może zagadki filmowe? Książkowe? Chętnie poznam propozycje.

MLM – chyba większość z was kojarzy ten skrót. Ogólnie to tak mnie Szymon Przybyszewski z lekka wciągnął, ale… na razie nie mam werwy, weny i ochoty. Liczę na to, że to się zmieni, jednak zganiając na warunki – obecnie nie mam warunków do robienia biznesu MLM. A przez pewien moment prawie byłem przekonany, że mam. Ale to raczej efekt prania mózgu i takich różnych pogadanek. Chwilowo nie nadaję się na mercedesy z FM’u, ale gdyby ktoś chciał spróbować, bardzo chętnie przekażę wszystko co wiem i wyślę do odpowiednich osób.

No i powiedzmy, że koniec wrażeń.

PS
Pierwsza wersja wpisu jest bezlinkowa. Obiecuję, że jak tylko będzie widno – wstawię linki i zrobię takie różne formatowanie tekstu. Albo może tylko to pierwsze, bez drugiego.