Złośliwość rzeczy martwych.

Bo opowiem wam prawdziwą historię…

Pamiętacie wpis o pisaniu tekstów na zlecenie? Ja pamiętam bardzo dobrze, bo zawaliłem. Jestem tym, z tych pisaczów co to nie wywiązują się z powierzonego im zadania. Napisałem już połowę – a dużo tego było i ogrom czasu nad tym spędziłem. Usnąłem. Budzę się rano, a komputer wyłączony. Włączam z nadzieją na odzyskanie danych – bo przecież auto-zapis w Wordzie mi powinien działać. Odpala się, odpala i…
Czysta kartka. Zawaliłem. Nie napisałem. Jestem do bani.

A pamiętacie wpis o mojej nokii 6131? Bo postanowiłem ją naprawić. Obliczyłem sobie, że szkoda tylu pieniędzów na nowy telefon i zdecydowanie lepiej mi będzie naprawić 6131 i kupić do niej nową baterię, niż dodawać sobie do telefonu nowe, fajne funkcje. W następnym tygodniu już powinienem mieć zrobiony telefon ;)

I jeszcze ten Internet. I jeszcze ten napęd DVD-romu. Bo wczoraj późnym wieczorem komentuję wpisy na blogach co czytam sobie i co? I jajco wielkie, bo napisałem komentarz, klikam „dodaj”  i mi błąd wyrzuca. I tak przez kilka minut. A ja mam często takie przeczucia i wiem kiedy muszę sobie skopiować komentarz co napisałem i tak też zrobiłem. Po kilkunastu minutach w końcu pojawił się. I tak z kilkoma blogami było. A DVD to mam upośledzone, wiecie? Bo czasem mi się samo otwiera. Nie do końca to rozumiem, ale samo mi się otwiera no po prostu…

I czy to nie jest złośliwość rzeczy martwych?
Jeszcze dzisiaj napiszę tekst o tym, jak to adres IP serwera wpływa pozytywnie i negatywnie na poszczególne strony i linki z nich wychodzące. Objawię prawdę, którą mi objawiono i kazano zachować tylko dla siebie!