Jak to jest walczyć z WIATRAKAMI?

Wspominałem już o mandacie w poprzednim wpisie, prawda?

Czas na kontynuacje tego wątku. Bo za wiatraki uważam wszelkie instytucje publiczne. A ludzi pracujących w tych instytucjach uważam za takie małe części śmigła składające się na jedną, wielką całość. I takich ludzi rozumiem – bo wiadomo, praca to praca, regulaminy, zasady, inne bzdety. Z nimi walczyć nie należy, bo cóż te biedne jednostki są winne?

Całą winę ponosi to PAŃSTWO, znaczy rząd i ich dziadkowie, czy inni co wymyślali te durne przepisy. Całą winę ponoszą ONI, bo przecie zrobić ustawę łatwo(chociaż i w sumie coraz trudniej), a ułatwić życie i zrobić tak, coby nie trzeba było łamać przepisów to już nie jest hop siup i „zrobimy od ręki„.

Cały hałas przez głupi mandat, może i nie wysoki, ale przecie niekonieczny. Pouczenie człowiek mógł dostać… ale nie, bo przecież mandat trzeba, żeby zasilić trochę państewka też by wypadało przecie. Jak walczyć z tymi wiatrakami?

Mandat gniotek dostał bo zaparkował na trawniku. Dobra, zaparkował, wyjścia nie było, musiał, liczył się z mandatem tak teoretycznie. W praktyce miał super nadzieję, że właśnie jego to ominie. Niestety. To i wylewał żale do fujary, ale przyszedł czas i na bloga. Dobra, czytajcie dalej. Gniotek zaparkował. Na trawniku.

Ale gdyby Ci mądrzy co ślą podobno pisma, żeby tych parkujących na trawniku karać zrobili taki ładny, fajny i dodatkowy parking, bo przecież to do nich (znaczy do uczelni już chyba) ludzie przyjeżdżają… to mandatów by nie było. Bo są parkingi, tak. Ale do cholery, trochę ich mało. Jak podobno w tysiącach liczą uczniów, a miejsc parkingowych w setkach, to jakim cholera sposobem ja się tam zmieszczę? A drobnych na płatny parking nie mam, bo do cholery jasnej jeszcze nie ocipiałem zupełnie, żeby jakim tam prywaciarzom płacić za parkowanie, gdy chcę się uczyć.

A czort wie, bo te płatne parkingi to może do szkoły należą, albo do któregoś z wykładowców ekonomii? Koło się zamyka, bo jak nie zapłacę za parking, to zapłacę za postój nielegalny i niezgodny z prawem na trawie. Tak. Ja tam wolę tym „złodziejom” z państwa zapłacić niż dziewczynie w kombinezonie siedzącej przy przyczepie campingowej.

Koło, koło, koło. Ja chcę od szkoły parkingu – nie daje mi. Szkoła chce zdrowej, zielonej trawy od straży miejskiej – oni im dają. Straż miejska chce mandaty za parkowanie od uczniów – oni też im dają. Uczniowie tak jak ja, chcą parkungu – szkoła jednak im nie daje. Więc najlepiej wychujać ucznia, bo mimo że prywatna, to biedna szkółka i radźcie sobie jak płacicie i chcecie się tutaj uczyć.

Wiem, sam wybrałem tą szkołę, sam. Teraz płaczę? – Ależ nie. Zwyczajnie tworzę kontent pod obecną sytuację, której opisanie przyszło mi bardzo swojsko, płynnie i mało czasu musiałem włożyć w powstanie tego tekstu. Ale dumny z niego jestem, może nieco inaczej niż z innych, ale dumny!

Se zacytuję połetę raz pierwszy i pewnie nie łostatni:
Kazimierz Przerwa(co przerywał)-Tetmajer(co walczył i upadł) w Ironii się popisał:

"I sam dla siebie jesteś pośmiewiskiem,
losów już będąc igrzyskiem.
Najsroższą męką, jaka cię nawiedza,
jest twa świadomość, twoja samowiedza."

I wszystko w tym temacie, droga publiczności.