O AdTaily raz jeszcze.

  • by

Bo obserwuję i widzę, że blogerzy chętnie wstawią sobie widget dla sponsorów, ale żeby zachęcić sponsora do wykupienia go to już nic nie zrobią.

A mi wystarczyłaby głupia informacja o statystykach bloga, albo przynajmniej jakiś kontakt w tej sprawie żeby był. A odkąd pojawiło się AdTaily to wszystkim wydaje się, że co? Że skoro jest sobie takie miejsce to już tłumy przylecą i wykupią miejsce reklamowe? Bo o ile w przypadku bardziej popularnych blogów widać po ilości komentarzy, czy chociażby liczniku osób czytających RSS, to te mniejsze ziomki zupełnie chowają głowę w piasek i wszelkie dane ukrywają.

Nie jest fajnie z takim zachowaniem. Szukałem jako reklamodawca kolejnych blogów do przetestowania. Ale że budżetu nie mam dużego to mnie potkało jak pochodziłem po blogach w branży finansowej, internetowej, reklamowej – bo ta mnie akurat interesowała.

I co zauważyłem? Że jak kto pisze regularnie to choćby nie wiem ile miał odwiedzin nie zejdzie poniżej progu 5zl za DZIEŃ! rzecz jasna wyświetlania reklamy. Bo jednym 100 osób dziennie wejdzie, innym 30, czy 40 a i tak wszyscy dadzą minimum5/dzień bo przecież nie będzie taki jeden z drugim internetową prostytutką, nie? Żałosne.

A większość ziomów, którzy mają poniżej tego magicznego progu 5zł/dzień zwyczajnie nie ma czym się pochwalić. Treści co zero uwagi nie przyciągną. Grafika jak na moim blogu – czyli jak psu z gardła i zero ciekawych informacji. ZERO. Ani dla czytelnika, ani dla reklamodawcy, czasem to nawet podejrzewam, że sami autorzy takich blogów nie widzą nic fajnego w swojej twórczości.

Ja to bym chciał mieć więcej informacji od takiego blogera. Niech se statystyki założy, niech pokaże licznik wejść dziennie, odsłon, itd. Niech weźmie napisze jakiego posta o grupie docelowej, którą skupia u siebie, niech weźmie to przyklei gdzieś w menu żebym wiedział. I niech taki bloger – jak chce mieć reklamodawców – zrobi specjalną podstronę dla takich „INWESTORÓW” i przynajmniej kontakt poda no…

I to chyba wszystko co by mnie mogło uszczęśliwić ,-)

11 myśli na “O AdTaily raz jeszcze.”

  1. Jak rany blogi zostały wtłoczone w ramy statystyk… Z jednej strony to dobrze, z drugiej najgorsza rzecz jaka IMO mogła je spotkać?
    Dlaczego? Chociażby z powodu wartości marki blogera, jego czytelników i poziomu treści. Jeśli mam do wyboru blog tematyczny z małą ilością czytelników i bloga i mydle i powidle z x odsłonami/UU etc, dla mnie liczy się ten pierwszy.

    Więc zanim zaczniecie bić się o poziom cen do ilości wyświetleń reklamy może wrócimy do tematu czym ma być reklama na blogu? Z jednej strony to dobrze, że jest adtaily, z drugiej to najgorsze co mogło spotkać blogerów.

    Po prostu przestali się liczyć jako autorzy/publicyści osoby wokół których tworzy się mikrospołeczność, a zostali sprowadzeni do roli już nawet nie twórców, a robotników na taśmie kontentu który generuje odsłony.. IMO nie tędy droga…

  2. Zauważ jednak, że jeszcze można to połączyć.

    Mam odwiedziny na poziomie 50 UU dziennie (niewiele wiem:)) a jednocześnie mój jeden artykuł jest komentowany 10-20 razy. To chyba dobrze, nie?

  3. To zależy czy mnie jako marketerowi zależy na wywołaniu akcji w tym przypadku będzie to komentarz, czy liczę po ilości wyświetleń/UU i koszcie dotarcia. W tym drugim przypadku nawet nie wezmę pod uwagę Twojego bloga, co może być błędem właśnie ze względu na ilość komentarzy. Ale w takim przypadku należy wyjść poza liczby i potrzeć przez pryzmat zaangażowania czytelników bloga.

  4. @Makjuzer: tak naprawdę, to nie chodzi o statystyki odwiedzalności bloga. Chodzi o zwrot z inwestycji. Co mi po blogu tematycznym z małą liczbą czytelników, jeśli wstawiona tam reklama nie zarobi mi pieniędzy?

    Reklama na blogu, jak i reklama w innych miejscach, ma zarobić mi pieniądze. Kropka. Reklamodawcy trudno ocenić niemierzalne efekty kampanii reklamowej, np. wzrost świadomości marki, więc oceniają to, co potrafią — konwersje.

  5. Nie ma sprawy:) Mogę Ci podać przykład akcji jaką zrobiłem właśnie ze względu na wartość jaką było zaangażowanie, nie ilość wyświetleń. Co prawda sam produkt był atrakcyjny sam w sobie, ale…

    Pomysł był banalnie prosty robimy konkurs w którym do wygrania będą gry. Sam konkurs jest pomysłem blogera. Efekt? Kilkadziesiąt komentarzy pod wpisem o konkursie na jednym z blogów o znanej marce;) Film wideo jednego z dwóch zwycięzców, wpisy na innych blogach.

    Czy miało to sens? Miało, gdyby w tym czasie działało adtaily dałbym dodatkowo kampanię wspierającą tych blogerów na których były konkursy.
    Tylko czy należy takie akcje rozpatrywać tylko w aspekcie kosztów, ale ilość nawiązań w blogach też przekłada się na wartość.

    BTW kampanie społeczne często opierają się na autorytecie osób promujących dane zachowanie. Otylia reklamująca akcję picia mleka, więc nie marka też jest istotna:)

  6. Czytałem obie notki/komentarze.
    Najgorzej chyba znaleźć pierwszego reklamodawcę- potem już troszkę z górki.

    Zrobiłem krok do przodu- wyszedłem przed reklamodawcę i pokazałem mu statystyki. Teraz niech się dzieje wola nieba.

  7. Krzysiek ale patrzysz na to z perspektywy zwrotu na dziś, czy bardziej jako część działań rozciągniętych w czasie? Poza tym IMO blogi jako takie nie generują sprzedaży jako takiej. Służą edukacji i dotarciu z informacją do tej grupy która jest wartościowa. Która nie tylko przeczyta opis produktu/usługi ale napisze co jest dobre, co jest złe. Chociażby z tego prostego powodu, że konsument IMO powinien bardziej ufał opnii z bloga wąskotematycznego niż z tradycyjnego serwisu www.

  8. Kurcze, a statystyki samego bloga to pies?:) Przecież należy znać miejsca na których chcemy się promować. Należy znać blogera;) Można go zapytać, wystarczy chcieć…

    Co do adtaily, hmm ok przyjeli model rozliczeń który najłatwiej przemawia do klienta przyzwyczajonego do modelu CPM. Z IMO wszelkimi wadami tego modelu związanych…

  9. @Makjzuer: tak naprawdę problemem jest to, że nie rozliczamy się w modelu CPM tylko CPD — cost per day. I to też nie day, tylko „24h + czas między akceptacją reklamy a północą”. Więc tak naprawdę to nie wiadomo, ani jak długo się będzie wyświetlać reklama, ani ile razy zostanie wyświetlona. No chyba, że bloger napisze, że reklamy moderuje do południa a dziennie ma 100 UU i 180 PV. Tylko że te statystyki też mocno zależą od tego, kiedy pojawi się wpis na blogu.

    Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że reklama na blogu to nie tylko bezpośrednie konwersje — tyle tylko, że tego akurat się zmierzyć za bardzo nie da. Więc jako reklamodawca mierzę to, co potrafię. :)

  10. @Krzysztof Lis: jasne CPD przynajmniej w założeniu;) Gdyż istotnym parametrem jaki podawany jest obok informacji o tematyce bloga jest ilość wyświetleń reklamy przez miesiąc. Co wpływa IMO na wybór dokonywany przez zlecających kampanię. I dokładnie sprawdza się to co napisałeś, skoro ciężko zmierzyć efektywność działań opieramy się na tych wskaźnikach jakie znamy i używamy a ilość wyświetleń jest prostym sposobem powiedzenia że warto emitować reklamę na tym, czy innym blogu. Chciaż dla mnie poza tymi parametrami liczy się coś jeszcze, ale wygląda na to że mam trochę odmienny punkt widzenia na reklamę blogową od przeciętnego marketera;)

Komentarze zostały wyłączone.