Vicky Cristina Barcelona

  • by

Kolejny film Woody Allena. Kurde, w tak krótkim czasie obejrzeć jego dwa filmy to siekiera i motyka. Ten jednak był zdecydowanie milszy dla oka niż ostatni, który oglądałem w kinie „Co nas kręci co nas podnieca„.

Do wieczornego seansu specjalnie się nie przygotowywałem. Partnerka zaproponowała, zgodziłem się, obejrzeliśmy film. Jest fajny, taki od artysty dla artysty. Szczególnie polecam go osobom, które szukają swojej drogi życiowej i nie wiedzą, w którą stronę mają iść. Co najciekawsze można w nim odnaleźć pewne nawiązania do wszelkich zasad, o których rozmawiamy na blogu – oczywiście tych dotyczących osiągania sukcesów.

Bo tak naprawdę wszystko skupia się wokół jednej rzeczy: szczęścia i samorealizacji. Są ludzie i są ludzie inni. Większość chce być aktywna, działać prężnie i się rozwijać i tego nie robi. Niestety w tej większości, wiele osobników gatunku ludzkiego zwyczajnie czuje się zagubiona i mimo pozorów spełnienia, we wnętrzu siedzi im ogromny niedosyt. Tak też było z jedną z bohaterek film Vicky Cristina Barcelona. Myślę, że każdy, kto ma więcej oleju w głowie niż powietrza chętnie obejrzałby ten film.

Przypadkiem wpadło mi w ucho stwierdzenie, że Allen bardzo chętnie nawiązuje w swoich filmach do Polski i w każdym można znaleźć jakiś polski element. Niestety chyba zbyt nieuważnie oglądałem ten film, żebym mógł taki element dostrzec. Mimo wszystko uroda kobiet, które występują w tym filmie jest bardzo przyjemna dla oka i wręcz cudownie się je ogląda. Szczególnie tą czarną, co tak krzyczy i poniżej jest na zdjęciu (swoją drogą bardzo powszechnym i bardzo łatwo dostępnym w sieci).

We filmie było troszkę fotografii – jedno z moich byłych hobby, do których nie mam już rozumu mimo ciągnącego serca. Jak dacie radę obejrzyjcie, film dostępny w empiku na przykład klik!.