Internet, a pieniądz – czy wiesz?

Poczytuję sobie o zarabianiu w internecie, trochę. Oj dużo jest ludzi, co chcą być bogaci i na internecie się dorobić. Znacie ich tylko z internetu, prawda?

Postanowiłem poruszyć bardzo ważny dla mnie temat. Bo chętnie zbieram informacje na temat pieniędzy, sposobów ich robienia i wszystkich tematów pochodnych. Przeglądałem dzisiaj sieć w poszukiwaniu ciekawych osób, które dorobiły się na biznesie internetowym i chętnie dzielą się swoją wiedzą na ten temat. Znalazłem kilkoro. KILKORO!

Jeden to nawet w Forbesie 08/2009 był. Nieźle sobie radzi, fotka.pl to naprawdę ciekawe przedsięwzięcie biznesowe. Z tego miejsca gratuluję. Reszta mniej sławna, ale konkretne pieniądze swoje ma. I to się liczy. Bo ja tak zauważyłem, że internet jest jednym z najgorszych miejsc, w których można rozpoczynać biznes. Może mi się tak wydaje tylko, może to tylko moje wrażenie, ale wiem, że sieć jest niezwykle zdradziecka. Jak się w nią wpadnie, to okropnie trudno jest się wydostać, tym bardziej gdy miliony innych ryb tłumią nadzieję na przeżycie.

Nie warto się oszukiwać. Internet przyciąga tłumy, ale te tłumy uwielbiają jednoczyć się w jednym miejscu. Ciężko rozdzielić fanów naszej klasy. Ciężko wejść dziecku NEOstrady do grona zwolenników poważnych serwisów tematycznych. Ciężko zarabiać pieniądze tworząc strony, czy wzbogacając inne jednostki. Bo internet to miejsce cieciów, którzy usługiwać będą gigantom – jeszcze kilka, parę, niewiele lat.

Że sobie pozycjonuję trochę, że sobie trochę tworzę strony i działam w programach partnerskich to na tym przykładzie napiszę. Bo gupi pozycjoner jest na usługach ludzi, który zlecają mu pozycjonowanie. Wybija się w momencie, gdy sam staje się szefem firmy pozycjonerskiej. Dopóki nie jest właścicielem podobnej jest cieciem i może zarabiać nawet 4 tysiączki miesięcznie i nadal jest cieciem. Dobry Pan pozycjoner solo wyciśnie nawet i 6-7k, ale to musi być nieźle wytrwały i mieć dobre gadane – plus oczywiście skuteczność – coby mógł tyle zarabiać. Ale nawet to go nie uszczęśliwia, bo obskoczy największych i w końcu i tak sam zakopie się we własnym gównie.
Bardzo podobnie jest z Panami tworzącymi zarabiające „stronki” czy portaliki. Mogą sobie dorobić, ale zero w tym przyszłości. Tak samo kopią sobie własne, podwórkowe szambo chałupniczymi sposobami.

Ile to ja już blogów zaliczyłem, co autorzy chwalą się zarobkami, pompują sztuczną atmosferę majestatu, który może ogarniać ich przepiękne miejsce spowiedzi. Ale Ci wszyscy, każdy z osobna, to zwyczajne giermki i popychaje. Zarabianie w internecie to nic nadzwyczajnego. Sztuką jest utrzymanie sporych zarobków przez parę ładnych lat, przy minimalnym – najlepiej zerowym nakładzie pracy. Ot i cała tajemnica, którą staram się zastosować w swoim życiu.

Prawdziwego biznesu nie da się robić wirtualnie. Po prostu się nie da. Spróbujcie, zobaczycie.
Wirtualny świat jest jeszcze za mało konkretny, zbyt obszerny, aby mówić o dużych pieniądzach. Może za parę lat, przeciętna strona internetowa zacznie przynosić takie dochody jak przeciętny bar „fast-foodów” – ale na co to się łudzić? Do roboty trzeba, do roboty i zasuwać ostro! Złoty środek na wszystkie dolegliwości – robota.

Jakie kto ma ambicje, bo jak kto chce mięć parę tysięcy i jego szczyt to te kilka kafelków miesięcznie, to niech se tam będzie pozycjonerem, webmasterem, czy innym pisaczo-copywriterem. Mi trzeba dobrych stron, takich, które same się utrzymają, mają załogę do opłacenia i redaktorów co chcieć będą pisać za srebrniki. Takich stron będę właścicielem, a Ty będziesz mi służył. Ale…

Jak zarobię na tych stronach? A skorzystam z pomocy ludu, wyzysk i wyniszczanie swojego gatunku potraktuję jako rozrywkę. Pieniądze za tych ludzików potraktuję jako powtórkę. Bo koncernów to ja reklamować nie będę. A jak już coś zareklamuję, to tylko swoje firemki. Bo to niezły plan, co?

Chwila powagi… Ja nadal nie wiem ile pieniędzy jest w internecie. Wiem jednak jedno – zamiast łudzić się tym, że jaki Pan wielki odpowiedzialny za marketing Adidasa zainteresuje się Twoją stroną, to weź Ty się w garść i załóż swoje adidasy i kropka.

Łatwo mówić nie?
Końcowe pytania: Czy internet ma przyszłość? A co będzie  jak internet wybuchnie?