„Mansfield Park” i małżeństwo…

Mansfield Park, dlaczego kurna babeczka musi wyjść za chłopeczka? Kawał czasu temu moja przepiękna zaciągnęła mnie do oglądania filmu noszącego tytuł Mansfield Park. Bardzo długo walczyliśmy o odpowiednią wersję z 1999 roku chyba. Z resztą – możecie sobie sprawdzić ;) A film jest o…

Nieważne. Chodzi o główną pointę, ponieważ myśląc racjonalnie podejrzewam, że nikt z was nie obejrzy dobrowolnie tego filmu postaram się wyrazić grzecznie własną opinię i pogląd na sprawy w nim poruszone. Bo to jak dotychczas jedyny film, w którym tak dosadnie pojawia się motyw kobiety jako marionetki mężczyzn – władców.

Jak zwykle chodzi o pieniądze i córki z zamożnych rodzin muszą być wydawane za jeszcze zamożniejszych mężów, którzy to zwyczajnie córek ojców pożądają i bara bara takie. Wiecie jak sprawy w tych filmach wyglądają, a co ciekawsze jeszcze gorzej wyglądały w rzeczywistości, a nawet jeszcze spotyka się podobne sytuacje. Bo z jednej strony mądrze sprawa pomyślana.

W filmie padło stwierdzenie, które według mnie zasługuje na uwagę. A chodziło mniej więcej o to, że kobita sama to nieporadna jest, nie jest w sanie utrzymać rodziny i te sprawy. I z tym się zgodzę, bo żywicielem rodzin od początków istnienia są mężczyźni. W teorii kobiety dają sobie radę i nawet zatwardziałe feministki wymiękają, jak zostają same bez jakiegokolwiek wsparcia. Faceci w takich sytuacjach dają radę. Z tym się zgadzam i dręczy mnie zaistniały fakt różnic na jakie skazani są ludzie ze względu na majątek jaki posiadają.

Przyzwyczajenie do pieniędzy i dostatku jest ogromne. Przyzwyczajenie do biedy i ubóstwa jest straszne. Tych dwóch rzeczy nie da się powiązać. Te dwie rzeczy decydują o późniejszych losach ludzi, którzy wychodzą z domu w świat. Nie potrafię tego wyjaśnić i podać przyczyn przez które popełniam tak chaotyczny wpis. Myślę, że kontent na bloga jest najważniejszy i dlatego trzeba coś pisać ;)

Skończyłem. Komentarze blokuję, uważam, że wpisu nie można uznać za świąteczny ;)